Wieloryb na poddaszu (Owl City “Ocean Eyes” / Universal Group)


Jasne, że Ocean Eyes nie przekona każdego, czego dowodem szereg zarówno korzystnych, jak i wysoce niepochlebnych recenzji płyty. Nie trzeba dysponować superpamięcią, by materiał zgromadzony na krążku wywołał natychmiastowe konotacje z Give Up, klasycznym i jedynym jak do tej pory albumem duetu The Postal Service, na którym nienachalna elektronika łamała serca największym twardzielom. Są tacy nawet, którzy twierdzą, że Fireflies, największy jak do tej pory przebój Owl City, to nic innego jak wymiociny po Such Great Heights, punkcie kulminacyjnym Give Up i jednej z najważniejszych kompozycji jakie w ogóle powstały. Young posiłkuje się tym samym zestawem znaczeń, co jego idole (do fascynacji twórczością The Postal Service Young, na swoje własne nieszczęście, przyznaje się na każdym kroku): bezpośredniością, lekkością, naturalnością. Emocjami wygenerowanymi właściwym użyciem przycisku „enter”. Subtelnym pejzażem, niewidzialną kreską rytmu i melodii.

Nie każdy odnajdzie się w świecie Adama Younga. Są pewne wartości absolutne, jak choćby entuzjastyczna reakcja na każdą telewizyjną powtórkę Powrotu do przyszłości, która umożliwia każdemu dużemu chłopcu stać się na niespełna dwie godziny uczniakiem z trzeciej klasy szkoły podstawowej, pozbawionym uwierającej wiedzy i złudnego doświadczenia. Young proponuje podobną konwencję: ucieczki, braku odpowiedzialności, zabawy i radosnych ogników iskrzących się w powietrzu. Z tym, że subtelność z tych skojarzeń wynikającą wyśrubowuje, lukruje (choć lukru jej nie potrzeba) i słodzi, narażając się – mimo oczywistych szczerych chęci – na śmieszność. Tyle tu wielorybów, oceanów, wiatru, słońca! Widzieliście teledysk do Fireflies, w którym pojawia się największa ilość sympatycznych potworów i ożywionych przedmiotów domowego użytku od czasów Ulicy Sezamkowej? Kurcze, chłopaku, Ty masz już 24 lata, nie wszystko da się usprawiedliwić nazwiskiem.

A może Ocean Eyes to portret nieprzeciętnej wrażliwości, niespójnej z tzw. ogólną sytuacją zewnętrzną? Dlatego, jeśli tej płycie należy przydać jakąkolwiek interpretację, to chyba najwłaściwszą będzie ta, która zakłada wyprawę do bajkowego, nierealnego, ale jakże potrzebnego świata. Naiwnego, bo pozbawionego zła, wojen, nienawiści, arcypięknego, bezwzględnego w swym spokoju. Poszczególne utwory uwodzą więc pluszową wygodą, obietnicą wytchnienia i chwilowego zapomnienia. Mogą przeszkadzać mniej dynamiczne kompozycje, nużące, bezcelowe, gdzieś pod koniec pojawia się wątpliwość, czy przyjęta konwencja nie jest pójściem po linii najmniejszego oporu, bo na pewno nie ma na celu zapewnienia choćby pozornej odróżnialności kolejnych elementów. Ale zdecydowaną większość zastrzeżeń rekompensuje zwyczajność autora płyty, neurotycznego freaka, którego skromność stoi w jednoznacznej opozycji do agresywnej promocji produktów natychmiastowo zużywalnych.

Praca domowa: znajdź 3 różnice.

6/10

<<na potrzeby “Teraz Rocka”>>

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.