Polska nie jest gotowa na taką płytę. Nie w czasach, gdy szklana pogoda poprzebierana jest w sztuczne cycki samozwańczej królowej, trzecioligowe postaci życia quasi artystycznego tańczą właściwie wszędzie, a w definicję polskiej kultury muzycznej wpisano już po wsze czasy słowo „kopia”, odmieniane przez wszelkie możliwe przypadki. Thirty Heart Attacks a Day, pewnie nieświadomie, stoi w opozycji do lepkości, miałkości i fałszu, które zdominowały rodzime poletko muzyczne. Nie często używam słowa „wydarzenie”. Tym razem nie znajduję właściwszego określenia.
Pierwszy pełnoprawny krążek projektu Drivealone jest płytą szalenie odważną. Szokuje zarówno warstwą muzyczną, jak i słowem. Piotr Maciejewski (na co dzień gitarzysta Much), autor wszystkich kompozycji zamieszczonych na krążku, nie idzie na kompromis, nie proponuje łatwych rozwiązań i prostych odpowiedzi. Brak na Thirty Heart Attacks a Day zagrań pod publiczkę i ułatwień. Nawet gdy w Rough Measures Expected proponuje w zwrotce łatwo zapamiętywaną melodię, to kakofonia refrenu i bridge’u niweczy starania o przejrzystość. Rozpoczęta na EPce Letitout krucjata przeciwko prostocie tu zamyka się w jeszcze bardziej klaustrofobicznej formie. Piotr odważnie sięga po rozwiązania proponowane przez przedstawicieli amerykańskiego undergroundu (indie-rocka?) lat dziewięćdziesiątych, by wymienić Built To Spill, Sunny Day Real Estate czy Shuder To Think – o ile się nie mylę, to pierwsze tego typu tak wyraźne nawiązanie przez polskiego artystę do twórczości wskazanych powyżej wykonawców. Nie jest to jednak bezmyślne kopiowanie, a jedynie środek do zamknięcia całości w motorycznej, introwertycznej estetyce. W The Sickening gitary prowadzą przez cały utwór jazgotliwie, w Conspire, Conspire pojawiają się celne punktowania, plamy, które toną w refrenie w ograniczonej jedynie wyobraźnią muzyka przestrzeni. Mroczny obraz potęguje komputerowo wygenerowana sekcja rytmiczna – vide Makeshift Medicine, gdzie mimo prowadzenia kompozycji przez smyki, odhumanizowana hipnotyzująca elektronika potęguje wrażenie gorzkiego odrealnienia. Your Cripple Riot zwyczajnie boli i przeraża. Maciejewski nawet nie próbuje ukryć, że przygotował emocjonalną hekatombę. W udzielonym mi wywiadzie stwierdził, że liczy na to, że tą płytą poruszy.
Żałuję, że choćby jeden tekst nie został napisany po polsku. Być może obawa przed porównaniami z trafnymi wersami poszczególnych utworów macierzystego zespołu Piotra spowodowała, że emocje zostały zapisane w języku angielskim. Nie zmienia to jednak faktu, że Thirty Heart Attacks a Day to bodaj najbardziej szokujący ekshibicjonizm od czasów Uwaga, jedzie tramwaj Lenny Valentino. Maciejewski nie ukrywa swoich depresyjnych skłonności, przekonuje, że życiem poszczególnych jednostek rządzi niepokój, alienacja, strach, a wrażliwość w 2009 roku to niepotrzebna skłonność, bo przyprawia o tytułowe trzydzieści zawałów dziennie. Piotr nie jest wielkim wokalistą, ale stosunkowo niewielkie możliwości przekuwa na atut, często zasłaniając się za parawanem modulacji czy szeptu. Ten neurotyczny szept brzmi donioślej i mocniej od jakiegokolwiek krzyku, stanowiąc wstrząsające świadectwo wewnętrznej pustki i wszechogarniającego marazmu.
Lubię myśleć o tej płycie, jako o płycie dla ludzi wrażliwych. To wbrew porozom nie jest specjalnie duża grupa potencjalnych zainteresowanych (swoją drogą: większość z nich pewnie nigdy o tym krążku nie usłyszy). Zastanawianie się, czy to płyta polska (ze wszystkimi tego konsekwencjami), czy może już światowy poziom, też nie ma większego sensu. Prawda nie ma narodowości.
Cały album do odsłuchania tu. Ale pobiegnijcie do sklepu swoją drogą.
Filed under: Płyty Otagowane: | drivealone, Piotr Maciejewski, Thrity Heart Attacks a Day


hmmmm
uuu-twory
proba introspekcji stanowiaca plaski melanz niby-to-dojrzalosci muzycznej
tekst podpodlogowy zarowno w brzmieniu jak i tresci
drive zaluje pomijania slow w odbiorze, j@ zaluje drive jesli tekstem ktokolwiek zajac zechce sie uwazniej
nieudolna produkcja introwertycznego wy-izolowanego depresantat podpodlogowy zarowno w brzmieniu jak i tresci
drive zaluje pomijania slow w odbiorze, j@ zaluje drive jesli tekstem ktokolwiek zajac zechce sie uwazniej
nieudolna produkcja introwertycznego wy-izolowanego depresanta