PUSTKI

Fot. courtesy of Mighty Antoni Opolski
Udało mi się trafić na ich próbę, bezpośrednio przed koncertem. Muzyka muzyką, szukam w niej przede wszystkim ludzi, ich opowieści. Obserwowałem więc, z jaką pokorą Basia i chłopcy podchodzą do swej pracy. Basia, na przykład, zwyczajna dziewczyna w przepastnej chuście, w Nike’ach, zero gwiazdorzenia, bez tiulów, cekinów i szpilek. Jeśli ktoś na polskim poletku definiuje pojęcie “normalności”, to właśnie jest to Basia (zwróćcie uwagę – powiedzieć o niej “Barbara” byłoby wręcz nienaturalne). Zestawmy to podejście ze sceniczną nonszalanckością kolegi Wiraszki z Muszysk (wiadomości z pierwszej ręki, pozyskana w piątek: tak, zespół ma stresa przed drugą płytą, tak, mają teraz przerwę, tak, płyta ukaże się jeszcze w tym roku) – zupełnie inny sposób istnienia. Wiraszko to niedogolony, niebezpieczny rock’n rollowy chłopiec, ze śladami na twrazy wczorajszej równie niezbepiecznej balangi, Basia to dziewczyna z sąsiedztwa, do której wpadłbyś po cukier, gdyby ci go nagle zabrakło, w bonusie dostałbyś jeszcze pogawędkę.
Sam koncert był znakomity. Jak zwykle zresztą. Jest między nimi ponadnaturalne porozumienie. Ze sceny bije niewytłumaczalne ciepło, choć ukryte za parawanem słodko-gorzkich (sic!) kompozycji. Może nie są to ponadczasowe utwory, może “Koniec Kryzysu” to tylko i wyłącznie płyta bardzo dobra, a Pustki już chyba straciły szansę na wybicie się do ligi “wybitne”. Ale wciąż warto na nich stawiać, właśnie za szacunek do słowa, do dźwięków. Wywołuje to skojrazenia z twróczością Mistrza Grechuty, odpowiedzialnością za teskt, za melodie. Najpiękniej, magicznie wręcz, stało się podczas “Nie Zgubię Się W Tłumie”, które pewnie tylko ja uznaję za najważniejszą kompozycję, jaka powstała w kraju nad Wisłą w 2008 roku. Mimo, że powtarzalność czynności dobija, za oknami tego samego tramwaju wciąż te same smutne drzewa, to właśnie duma pozwala iśc do przodu.
DRIVEALONE

Fot. courtesy of Mighty Antoni Opolski
Kiedy rozmawiałem z Piotrkiem Maciejewskim przed koncertem (wywiad ukaże się w lutowym “Teraz Rocku”), stwierdziłem, że na najlepszą polską płytę roku 2008 musieliśmy czekać do stycznia 2009. Wciąż nie wiem, co myśleć o “Thirty Heart Attacks a Day”. Choć nie, co myśleć, to wiem, tylko nie umiem temu nadać konkretnego znaczenia. Ta płyta miażdży, przygniata, rozpruwa emocje. Odważna, szalenie intymna i osobista. Wkrada się patos, ale sądzę, że czegoś takiego na polskim rynku jeszcze nie było. Nie wiem, czy Polacy, słuchacze, fani Much, Offensywy, offu jakiegokolwiek, są na coś takiego gotowi.
A koncert? Niestety, dał znać fakt, że Piotr wraz z kolegami z George Dorn Screams mieli za sobą tylko dwie próby. Piękna muzyka przegrała z jazgotem. Ale nie dajmy się zwieść temu nie do końca szczęśliwemu koncertowi – pierwsza wydana na legalu płyta Drivealone będzie wydarzeniem.
HAPPY PILLS

Fot. courtesy of Mighty Antoni Opolski
Wracają. A ja poczułem się jak w liceum. Radość z grania, wielki fan, świetne, szybkie, popowe piosenki rodem z amerykańskich collegów (to wszystko piszę na wypadke, gdyby ktoś nie załapał się na poprzednie wcielenie zespołu). Przedstawili kompozycje z nowej płyty, która ma ukazać się jeszcze w tym roku, spojrzeli też w przeszłośc, by wspomnieć choćby “OK” z nich najbardziej piosenkowej, ostatniej płyty. I do tego jeszcze młoda krew w zespole, Natalia (a nie Martyna, ech, fakty/daty/imiona/nazwy to dla niżej podpisanego dramat), TAAAAAKI głos (za chwilę pewnie wrzucą ją do szufladki “polska Karen O”), świetnie operująca językiem królowej Elżbiety, co przecież nie takie częste znowu. Może jest jeszcze trochę nieśmiała, przestraszona, ale dzielnie sobie radzi, hasając po scenie w tanecznych spazmach. Wielu z obecnych na sali wyszło zakochanych (vide zdjęcie powyżej). Niedaleko mnie stała 1/2 Rentona i pomyślałem sobie, że Renton w pewien sposób jest kontynuatorem myśli towaryszącej Happy Pills – klasyczne, piosenkowe formuły, dobre teksty, miłość w czasach popkultury. Jedziesz.
EPILOG
A propos Rentona: Offensywa (nie tylko DeLuxe), pewnie zgodnie z zamierzeniami autorów, stała się zjawiskiem skupiającym uczestników i wielbicieli niezależnie myślącej polskiej sceny muzycznej, w tłumie oprócz Rentonów można było wyłowić choćby przedstawicieli Afrokolektywu, Hatinatsów, pojawił się też kolega Rojek, by zainaugurować offestiwalowy start (mimo, że Stelmi robił, co mógł, nie padły żadne konkretne nazwy wykonawców tegorocznej edycji festiwalu). To świetnie, że pojawiła się inicjatywa, która skupia zainteresowane środowisko. Szkoda tylko, że wciąż ma tak niewielką siłę rażenia.

Ofensywni gospodarze (fot. courtesy of Mighty Antoni Opolski)
Filed under: Wydarzenia/koncerty/festiwale Otagowane: | antek opolski, drivealone, happy pills, offensywa, offensywa deluxe, pustki, trójka

Maćku, nie jesteś sam (“Nie zgubię się w tłumie”) – http://www.polskieradio.pl/muzyka/relacje/artykul76365.html !
Ba, to najpiękniejsza piosenka na tej płycie
Tylko ona jest taka.. hm… naiwna… może to złe słowo… taka kobieca może, a więc przez to wstyd, że się podoba. Moi koledzy się ze mnie śmieją na przykład.
Eee, żaden wstyd
. Jest ludzka. Nie potrafię ubrać tego w bardziej trafne słowa, tu emocje grają, gdy ją słyszę.